Branża MICE i globalna turystyka opierają się na jednym, fundamentalnym filarze: przewidywalności. Kiedy ten filar pęka, konsekwencje odczuwamy natychmiast – na każdym kontynencie. Obecna eskalacja napięć między USA, Izraelem a Iranem to nie tylko kolejny kryzys dyplomatyczny i militarny. Dla światowej turystyki i sektora spotkań to potężne trzęsienie ziemi w samym sercu globalnej siatki połączeń.
W krótkiej perspektywie mamy do czynienia z logistycznym koszmarem. Region Zatoki Perskiej przez lata wypracował sobie pozycję najważniejszego skrzyżowania świata. Doha i Dubaj to dziś nie tylko docelowe miejsca podróży, ale przede wszystkim gigantyczne węzły przesiadkowe dla milionów pasażerów podróżujących między Europą, Azją a Australią. Gdy przestrzeń powietrzna staje się strefą podwyższonego ryzyka lub ulega zamknięciu, ten doskonale naoliwiony mechanizm po prostu się zacina. Turyści i uczestnicy wyjazdów incentive, którzy znaleźli się w Zatoce, stają przed ogromnym problemem z wydostaniem się z regionu. Z kolei ci, którzy zaplanowali przesiadki w drodze na Daleki Wschód czy Antypody, utknęli w terminalach lub dowiadują się o odwołanych lotach jeszcze przed wylotem z Europy. Dla agencji eventowych i touroperatorów oznacza to godziny spędzone na gorączkowym poszukiwaniu alternatywnych, często znacznie droższych i dłuższych tras, oraz na zarządzaniu frustracją klientów.
O ile z logistycznym chaosem branża potrafi sobie poradzić w ciągu kilkunastu dni, o tyle długoterminowe konsekwencje mogą całkowicie przemodelować rynek lotniczy. Linie takie jak Emirates czy Qatar Airways zbudowały swoją potęgę na geograficznym położeniu swoich hubów i poczuciu absolutnego bezpieczeństwa. Jeśli konflikt będzie się przedłużał, a ryzyko związane z obecnością rakiet i dronów w regionie zagości na stałe w serwisach informacyjnych, turyści i korporacje zmienią swoje nawyki. Procedury bezpieczeństwa w wielu globalnych firmach są bezwzględne – jeśli dany region zyskuje status podwyższonego ryzyka, wstrzymywane są zgody na podróże służbowe i tranzyt przez jego terytorium. Należy spodziewać się odwrotu w stronę innych, bezpieczniejszych węzłów przesiadkowych, nawet jeśli będzie to oznaczało dłuższy czas podróży i rezygnację z „luksusu”, do którego przyzwyczaili nas przewoźnicy z Zatoki.
Jednak najpoważniejszym skutkiem tego konfliktu dla branży MICE i biznesu jest to, co dzieje się z marką samego regionu. Doha, Dubaj i sąsiednie emiraty przez dekady pompowały miliardy dolarów w budowanie wizerunku „Szwajcarii Bliskiego Wschodu”. Miała to być oaza spokoju, neutralności i stabilności w skądinąd niestabilnym otoczeniu. Idealne miejsce do lokowania kapitału, otwierania regionalnych central korporacji i organizowania największych na świecie kongresów, targów czy eventów. Ten starannie budowany wizerunek bezpiecznej przystani dla biznesu przechodzi właśnie najtrudniejszy test w historii. Trudno promować destynację jako idealne, bezstresowe miejsce na globalny kongres, gdy tuż za jej morskimi lub lądowymi granicami toczy się otwarta konfrontacja mocarstw. Dla organizatorów wydarzeń na kilka tysięcy osób ryzyko staje się zbyt duże. Inwestorzy, którzy cenili Dubaj za przewidywalność, mogą zacząć wstrzymywać swoje decyzje, czekając na rozwój wypadków.
Branża turystyczna i eventowa nie znosi próżni. Jeśli Zatoka Perska straci status bezpiecznego regionu, zyskają na tym inni. Już teraz można przypuszczać, że wzrośnie znaczenie Stambułu jako huba tranzytowego, rynki azjatyckie postawią na bezpośrednie połączenia omijające region zapalny, a część międzynarodowych wydarzeń biznesowych wróci do bezpieczniejszych, choć może mniej spektakularnych, destynacji w Europie czy Ameryce Północnej.
Konflikt między USA, Izraelem a Iranem przypomina nam, jak bardzo globalna branża spotkań jest uzależniona od geopolityki. Pokazuje też, że najpiękniejsze hotele, najnowocześniejsze centra kongresowe i największe lotniska świata niewiele znaczą, gdy pasażerowie i organizatorzy tracą to, co w podróżach najważniejsze – poczucie bezpieczeństwa. Zbudowanie tego zaufania zajęło miastom Zatoki Perskiej dekady. Jego odbudowanie, jeśli konflikt wymknie się spod kontroli, może być najtrudniejszym projektem w ich historii.
Sebastian Oprządek, prezes zarządu El Padre
sebastian.oprzadek@elpadre.pl